Pewnego razu, dawno temu pewna dziewczynka o moim imieniu poszła z rodzicami i wujostwem w Tatry. Spędziła na wędrowaniu trzy dni. Wieść niesie, że zdobyła Giewont, Kasprowy i wylazła nad Czarny Staw pod Rysami. Ten świat tak jej się spodobał, że po latach wróciła, by dowiedzieć się o nim więcej i zachwyciła się po raz wtóry. A że samo chodzenie po szlakach jej przestało wystarczać to została tatrzańskim grotołazem i górotwór poznawała od spodu. Tego też było mało, bo pragnęła wiedzieć więcej i więcej.
I tak nasza bohaterka została Przewodnikiem Tatrzańskim. Idąc na kurs trwający dwa lata chciała tylko poszerzyć wiedzę na temat Tatr, ale na kursie nauczono ją mówienia do ludzi, zapewniania im bezpieczeństwa i dzielenia się pasją. Spodobało jej się to towarzyszenie innym w drodze i robi to do dziś, choć już nie jest małą dziewczynką.
Zachwyt jednak pozostaje w niej wciąż ten sam…